Bezpieczne zakupy
Idosell security badge

Pawła Popiela podróże w siodle

2019-07-01
Pawła Popiela podróże w siodle Paweł Popiel (Paweł Popiel Chrościak herbu Sulima 1870 – 1936) był ziemianinem, dziedzicem Kurozwęk, hipologicznym autorytetem, miłośnikiem i hodowcą koni pełnej i półkrwi. Posiadał też "manje podróżowania po Polsce na koniu". Zostawił dla potomności cenne artykuły prasowe, monografie stadnin, oraz wspomnienia z konnych podróży. Propagował podróże w siodle, sport konny i zwiedzania kraju konno. W 1933 wydał pamiętnik o tytule: "2918 kilometrów na koniu : wycieczka sportowo-krajoznawcza w dorzeczu Wisły, Sanu, Bugu, Wieprza, Skawy, Styru, Nidy, Prosny, Warty, Brdy, Noteci i Pilicy". Te najdłuższe wojaże odbył w wieku ponad 60 lat! Jak pisze, "nie w celu bicia rekordu ale poznania kraju, ludności, przyrody i zabytków". Relacje publikował w prasie lokalnej i "Jeźdźcu i Hodowcy".

Wiele czasu poświęcił na zwiedzanie zabytków danej okolicy. Malowniczo opisuje ziemiańskie siedziby, dworki, pałace, ale też nowoczesne ośrodki hodowlane i wyścigowe (np. centrum hodowlane prezesa Budnego w Bychawie, produkujące konie pełnej i półkrwi świetne na torach). Podczas wizyt, odnawia znajomości, dyskutuje o tendencjach i koncepcjach hodowlanych. Uważa, że warto byłoby zachować typ beberbecki, szlachetnego, silnego konia wierzchowego. Stado tych klaczy po wojnie znalazło się w Racocie, który odwiedził.


Arystokrata ze znawstwem kontempluje bezcenne kolekcje obrazów, porcelany i mebli, ale też chmielniki, sady, gustownie urządzone parki. Zwiedza np zamek w Gołuchowie, podziwiając bezcenne zbiory obrazów, waz, mebli, kobierców greckich, włoskich, japońskich, flamandzkich, broni, rzędów, pasów słuckich, arrasów, portretów królów itd. W Rudniku u hrabiego Tarnowskiego rozmawiał z gospodarzem w pokoju ozdobionych akwarelami Juliusza Kossaka i ...sztandarem Gustawa Adolfa, zdobytym na szwedach przez hetmana Czarnieckiego w bitwie pod Rudnikiem! Wycieczka po Wołyniu to wiatr od dzikich pół, klimaty Trylogii, zapisy bliskiego, a bezpowrotnie minionego świata... Nie tylko jednak 'sztuka wyższa' i zabytki urozmaicały trasę; bywały i inne atrakcje, np: "Niedaleko Rogoźna leży miejscowość Gościejewo z dużym państwowym zakładem dla leczenia alkoholików – tuż obok stoi olbrzymia gorzelnia; istne męki Tantala dla pacjentów z tego oryginalnego choć przypadkowego sąsiedztwa."

Rok przed napisaniem pamiętnika (w 1931), na 18 letniej Lalce pan Popiel przejechał 1421 km w dwa letnie miesiące, goszcząc w 30 domach i majątkach Małopolski. Kolejne podróże odbywał na klaczy Jedynce; w 1932 przejechał na niej łącznie 2918 km! Praca zwiera też wskazówki dbania o konia na trasie, jego karmienia, szkolenia. Wynika z niej wielka troska, znawstwo i serce do koni.

PRZYGOTOWANIA

Na wyprawę Pan popiel radzi zabrać apteczkę podróżną, a w niej: "amonjak, jodynę, krople Inoziemcowa, laurowe i walerjanowe, fluid, wodę Burowa, bandaże i watę".

Zwraca uwagę na prawidłowe żywienie i pojenie konia na trasie: "W upalne dni poiłem klacz kilka sekund w napotykanych strumieniach ale tylko przez wędzidło, to znaczy nie zdejmując tręzli; na popasach dodawałem do wiadra wody garść otrąb pszennych przy czem koń pije wolniej i z smakiem; "krzepiłem" też klacz cukrem kostkowem".

Przed długa podróżą trzeba stopniowe wdrażać wierzchowca: "Przygotowywałem klacz od wiosny, odbywając kilka razy w tydzień spacery po własnym majątku od 20 do 30 kilometrów dziennie wolnym kłusem i bardzo posuwistym stępem – takie tempo najlepiej wyrabia muszkuły; jadła stale po 6 kg owsa na dzień." W podróży autor zaleca ostrożną jazdę, kłus na każdym odpowiednim terenie ale zwalniać do stępa na nierównościach; "taka miękkość drogi jest pożądana, by ucho nie słyszało uderzeń kopyt w kłusie". W trzeciej podróży (po Wielkopolsce) "'Jedynka' chodziła bardzo regularnie: 10 km na godzinę. Każdy kilometr stępa – 10 minut, kłusa 3 minuty ('to nie koń, to żyjący chronometr')." 70 – 80 km dziennie, a nawet z Brzostowa do Gałowa 98 km w 1 dzień.

Przeszkody na trasie są okazją do spokojnego szkolenia konia: "Po zdrowem parsknięciu i po spokojnem przejściu obok przedmiotu mogącego budzić przestrach nie szkodzi poklepać w myśli nagrody i zachęty; koń to takie rozumne stworzenie i tak chętnie przywiązuje się do swego stałego a delikatnego jeźdźca, tak dobrze zna głos jego i rękę. "Oczywiście warunki na drogach bywają rozmaite, więc nawet i arystokrata musiał czasami chodzić pieszo: "Konin, to jedyne miejsce podróży, gdzie z litości dla mej klaczy zsiadłem i prowadziłem ja w ręku przeszło pół godziny po niemożliwych 'kocich łbach' miejskiego bruku"

Wierzchowcem była klacz własnej hodowli, 4 letnia Jedynka xx (Partner – Fala II / Bob) "Średniego wzrostu, rasowa, w typie Ard Patricka, angielskiego derbisty; grzywa jedwabista – oznaka szlachetności, ogon bardzo długi, obfity i puszysty – oznaka siły; występowała nie bez powodzenia na wyścigach w Poznaniu i Bydgoszczy, mimo to wydawała się za młoda na tak daleką podróż; ufałem w dzielność i wytrzymałość, jaką się odznacza pełna krew angielska ponad wszystkie inne rasy i nie zawiodłem się, wątpię, by na koniu krwi arabskiej o osławionej 'wytrzymałości' możnaby było osiągnąć przybliżony wynik. "

Dwukołowa biedka ciągnięta przez fornalskiego konia wiozła rzeczy osobiste podróżnika, oraz pasze i wiaderko dla koni. Po drodze nie wszystko szło gładko, np na trasie "pękła obręcz od biedki' ; podróżników poratował przejeżdżający włościanin - załadował biedkę na wóz i zawiózł do kowala! Innym razem koń zaprzęgowy zachorował, ale i na to znalazł się sposób: "zachorował koń fornalski, którego w Grodźcu zamieniłem na bardzo dobrze swe nowe obowiązki wypełniającego siwego konika o wschodnim typie; nieprzyzwyczajony do takich dystansów, przeszedł jednak doskonale nigdy nie ustając około 775 km , aż go wracając, z wdzięcznością właścicielowi zwróciłem."

Jeśli była okazja, konie nie tylko stawały na popas ale czasem można je było i pławić, np w Kryszowie, przy okazji 'pierwszego popasu na wołyńskiej ziemi. "konie się napoiły, wybrodziły, nawet wykapały, ale z ostrożnością, bo Bug tutaj choć wąski, nadzwyczajnie jest jednak głęboki".

Dziedzic nie sypiał oczywiście pod chmurką ;) ale i z noclegiem bywało różnie: "Uprzedzony, że w hotelu 'pod Orłem' niema stajni, umyśliłem poprosić o przyjęcie na noc koni w koszarach 16 pułku ułanów, na co mi po wylegitymowaniu się najuprzejmiej pozwolono." Na trasie od majątku do majątku często towarzyszyli panu Popielowi odwiedzani arystokraci, ponieważ gospodarze wyjeżdżali kilka km naprzód i odprowadzali gościa konno. W Wituchowie został odprowadzony nie tylko przez hrabiego Mycielskiego ale i 5 letnią Terenię Mycielską na kucyku biłgorajskim.Jak przebiegała trasa wyprawy, opisujemy w oparciu o pamiętnik:

 

KOZIENICE I NAJBLIŻSZE OKOLICE – WYCIECZKA PIERWSZA

Pierwsze wycieczki odbywały się po 'bliższej' okolicy: po powiecie stopnickim (175 km) i do stadniny pełnej krwi w Kozienicach (364 km). Autor zwiedził majątek Bałtów księcia Ksawerego Deuckiego – Lubeckiego, ruiny zamku w Janowcu, piękny Kazimierz. W ostatnim dniu podróży do Kozienic, 'Jedynka' przejechała 95 km! "swobodnie i bez oznak większego zmęczenia".

Podczas tej wycieczki była okazja obejrzeć włościańskie konie czekające na komisję remontową: "zimnokrwiste mieszańce ale wyrośnięte, grube, oparte, zdaje się odpowiedniego typu; najwłaściwszy to kierunek dla włościańskiej hodowli koni – można je hodować na kartoflach, odgoryczonym łubinie i sianie, z pastwiska nie uciekną i nie skaleczą się, bo im brak nerwu i temperamentu". Ale mijając furmanki tłoczące się w drodze na targ do Zwolenia, pan Popiel nie jest zadowolony, gdera, że to niebezpieczny exodus, rodzice gnają na targ, dzieci w tym czasie bawią się zapałkami w stodołach, zaś na jarmarkach bogacą się 'potomkowie Judy'. Uważa, że jarmarki choć potrzebne, są za częste i są areną dla różnej maści szkodliwych agitatorów.

 

DRUGA WYCIECZKA

Kolejna wyprawa to województwo Lubelskie i Wołyń. Zajęła miesiąc, dystans wyniósł 864 km i "była pod każdym względem urocza"; klacz pozostała "zdrowa, świeża, wesoła i jeździec podobnie. Po przeprawie przez Wisłę pod Tarnobrzegiem, zachwyt budzi Dzików hrabiów Tarnowskich. Piękny zamek odbudowany po pożarze, z zegarem słonecznym na froncie (zamek szczęśliwie przetrwał do dziś i można go zwiedzać). Przed wojną była tu sławna hodowla 'polskich hunterów' zdobywających laury na zagranicznych wystawach. W czasie podróży, stadnina posiadała konie pełnej i półkrwi angielskiej. Autor uznaje, że 'tak dzielnej, wysokiej półkrwi, jak w Polsce, na świecie nie ma'. W stadzie ogląda m.in. ogiera Liege, na ktęrym Fryderyk Jurewicz odbył przeprawę z Odessy, ratując dla polskiej hodowli 250 koni pełnej krwi!

Na trasie wyprawy jest przeprawa przez San: kiedyś dzielący dwa zabory, potem – dwa światy. "Przeszło 3 godziny jechało się przez krzeszowskie i biłgorajskie leśnictwa, należace do ordynacji Zamoyskich". Zapalony hipolog cieszył się na spotkanie "konika biłgorajskiego", którego opisuje tak: "okaz nieledwie przedhistorycznej fauny, potomek azjatyckiego "tarpana" tu ma swoje przyrodzone siedlisko [...] nie może on żadną miara służyć do ulepszania innych ras, lecz przez swoje odwieczne pochodzenie niewybredność, stosowanie się do warunków życia, jakie są jego udziałem i wartość zasług, jakie miejscowej ludności oddaje, zasługuje na troskliwą opiekę i obronę od grożącego mu zwyrodnienia". Postuluje ulepszanie tej rasy ale nie krzyżówkami a tylko selekcją, na wzór pracy nad rasą huculską. "Wśród dość typowych, ale pokrojowo przeważnie marnych okazów, napotkałem wspaniałego kasztanowatego ogiera, nieodrodnego potomka praojców z hardą podniesiona głową i lwim wzrokiem: obrazował mi on pana, stróża i wodza tabunu klaczy tarpanów gdzieś w tajgach syberyjskich lub leśnych niedostępnych skalistych pastwiskach północnej Azji".

Rezydencja hr Zamojskiego, Klemensów, to wspaniały pałac otoczony kilkusetmorgowym parkiem. Do magnatów Zamojskich rasowe konie pełnej krwi i anglo-normandzkie. Pamiętnik poświęca też uwagę zmiennym kolejom losu miasta Zamość, gdzie "każdy kamień mówi o tej Rodzinie": jego rynek, szkoły, kościoły, mury obronne, kościelny skarbiec.

Następny na trasie jest Łabuń hrabiego Szeptyckiego, opisanego jako fachowego, cierpliwego hodowcę. Klacze nabyte na Ukrainie i Podolu, 'niezbyt szlachetne ale dobrze zbudowane', kryte wybitnym ogierem Amurath Shagya dają doskonałe remonty. Młody hrabia Szeptycki, podchorąży ułanów, konno odprowadza autora do Komarowa, 'miejsca zwycięstwa polskiej konnicy nad hordami Budionnego'.

Dwudniowy odpoczynek przewidziany jest u hrabiego Czackiego. "Wyboistą drogą, pojąc co chwile siebie i konia w napotykanych studniach, dojechałem wreszcie do cienistego, zabudowanego, wielkopańskiego Porycka, przejechawszy w tym dniu 83 km". Hrabia jako hodowca łączy znawstwo i szczęście, hoduje doskonałe angloaraby. Posiada dobre ogiery, np kasztanowaty Wallis II (ród Werneta z Białocerkwi), "regenerator w hodowli arabskiej na Wołyniu", i Namorob xx. Młody hrabia Czacki odprowadził autora 'odpowiednio do wołyńskich odległości" czyli 120 km, do Smordwy majątku hr Aleksandra Ledóchowskiego. Po drodze podróżnicy minęli historyczne Bestesteczko i dotarli do Werbnia nad rzeką Styr, gdzie hrabiowie Ledóchowski i Chodkiewicz wyjechali im na spotkanie też niemało, bo 40 km! Podczas trzydniowego pobytu w Smordwie, dziedzic oglądał m.in. hodowle angloarabów, gdzie pośród ogierów stał wiekowy już Mazepa I (Mazepa – Łania). Dla odmiany, hrabia Ledóchowski zorganizował też wycieczkę samochodem po okolicy, m.in do Łucka. O rodzaju hodowanych w tych okolicach koni świadczy też hodowla w Worotniowie hr. Jezierskiego, zawierająca mieszankę ras arabskiej, angielskiej i beberbeckiej.



Podobno "Trudno być na Wołyniu, a nie poznać Ołyki!" Dobra księcia Janusza Radziwiłła obejmują imponujący zamek, cudowny park oraz stado koni arabskich, w tym ogier Wallis II. Koń ten bardzo był przez autora wysoko oceniony: " Wallis to zapewne najlepszy dziś Arab urodzony w Polsce; indywidualność wybitna, dziedziczy fenomenalnie swoją szlachetność i kształty, dając często wzrost wyższy od własnego; łączony jest z klaczami antonińskiego pochodzenia, jak Pogoń, Windobona, przy której widziałem źrebię klaczkę po Wallisie jakiejby trudno zapewne szukać pod namiotami beduinów"Z kolejnego majątku, hrabiego Chodkiewicza, odprowadzał autora już wręcz orszak, bo 5 konnych i to przez 50 km. "Nie można sobie wyobrazić coś bardziej nastrojowego, jak przeprawa w licznem towarzystwie przez leniwie swe wody toczący Styr, na promie kierowanym przez starego żyda, późnym wieczorem przy blasku księżyca..."

Jednak od Wołynia autor woli piękno Małopolski. "Wołyń ma swoisty urok pewnej smętności tych równin bez końca [...] tu wszystkim ciężko", za to "Lubelskie weselsze i bardziej malownicze". Poza tym, "Lubelskie to kraj hodowców i miłośników konia. Upodobane to dzielą i Panie, interesując się fachowo i bynajmniej nie po dyletancku. "

W Białce stadninę prezentuje podróżnikowi dyrektor Hay. Ciekawostką był kasztan Radamanes oo, "dar króla Hedżasu dla p. Prezydenta Rzeczypospolitej; typowy to przestawiciel rasy Munighi".

U hrabiego Łosia w Piotrowicach wartą obejrzenia była "pierwszorzędna hodowla nie tyle anglo-arabska co anglokarabachska". Podstawą stada była konie czystej rasy karabachskiej: klacz Syrena i ogiery Riabczyk i Ikar. "Połączenie krwi karabachskiej całkowicie wschodniej, ale nie arabskiej i w pewnych cechach od niej różnej, z bardzo starannie dobieranymi ogierami pełnej krwi angielskiej" dało znakomite konie, nagradzane medalami na wystawach: szlachetne, rosłe, dobrej budowy i kościstości, maści kasztanowatej, złotej, złoto – srebrnej i bułanej. "Źrebięta pasą się na dobrej, naturalnej łące. W nocy latem i zimą przebywają w przestronnych stajniach bez okien".

 

TRZECIA WYCIECZKA – DO WIELKOPOLSKI

Po drodze do właściwej Wielkopolski, zwiedził interesujące miejscowości: Gnojno (tu rosły podobno pierwsze Topole, sprowadzone z Konstantynopla), Siedliska (majątek hr Komorowskiego, prezesa tow wyścigów konnych. Źrebięta po paśstwowym, wschodniopruskim ogierze "Czar"), Moskorzewo ("tu w ogrodzie dworskim znajduje się źródło rzeki Nidy"), Złoty Potok, zamek w Olsztynie koło Częstochowy, Wieluń, Lututów (stary ceglany kościół ogromny), Kalisz (do niego jechał 77 km jednego dnia) Ląd nad Wartą (starosłowiaśskie cmentarzysko nad rzeką), Konin.

W stadninach tego regionu spotkać można rasowe konie wchodniopruskie, a jedną z ważnych celów hodowli jest dostarczanie remontów dla wojska. W Kazimierzu Biskupim u Stanisława Mańkowskiego np "w bieżącym roku sprzedano 26 remontów", a źrebiąt bywa około 60 rocznie. Wyróżniało siw potomstwo wchodniopruskiego 'Kurjera'. Z kolei w Sobiejuchach u p. Chłapowskiego dorastały doskonale źrebaki po wschodniopruskim Mahallah. W państwowej stadninie Sieraków podziwia "pierwszorzędny dobór masywnych ogierów wschodnio – pruskiej rasy", w tym 44 kupione w Niemczech a 80 urodzonych w Wielkopolsce. Stąd "Pan major Korbel odprowadził mnie konno około 50 km do Posadowa" hrabiego Łąckiego by znów oglądać konie wchodniopruskie i dobrane, klasowe reproduktory pełnej krwi.

Stadnina w Iwnie określona jest jako "eldorado nie tylko dla gościa, ale i dla miłośnika konia". Hrabia Mielżyński z Iwna, znany 'sportsmen i hodowca', wyjechał na spotkanie na kasztanowatym Cyrusie xx. Na nim walczył z bolszewikami, dowodząc pułkiem; "teraz daje on nie tylko sznytowe remonty, ale i bardzo praktyczne i cenne ogiery pół krwi". W Iwnie prezentowane są 22 klacze stadne i ich źrebięta. Z kolei w Gnieźnie autor miał możliwość obejrzenia aż 68 ogierów państwowych! Uwagę zwróciły Rumor po Cyrus, biały Vigueur xx, beberbeck Alcazar, angloraraby Metriol i Leporello, z ogierów z Graditz – Verdacht i Friedjung, z ogierów rewindykowanych – Herr Arne, Apollo, Wystruć, Dybicz. Niezwykle ciekawym doświadczeniem musiało być to: "Oglądałem jeszcze pracownie i laboratorjum pana dr Landa, gdzie uczony ten badacz pracuje nad wytworzeniem serum przeciwko zakaźnym chorobom klaczy".

W Grabowie nad Wisłą stado koni pełnej krwi 17 pułku ułanów. "Typowy charakter nadwiślańskich okolic i tu się utrzymuje, i dojeżdżając do Grabowa, zjeżdża się z pieca na łeb urwistym gliniastym parowem". "W samej hodowli jako takiej – powrót do natury. Klacze z źrebiętami przebywają na pastwisku dzień i noc od najwcześniejszej wiosny do początku zimy bez względu na stan atmosfery i różnicę temperatury nie mając na pastwisku żadnego schronienia oprócz wierzb otaczających je. Podobnie wychowuje się roczniaki a szczotka nie uprzykrza im życia. Zaziębienia, katary, zołzy, kaszel są tu nieznane; konie, gdy zmarzną lub zmokną, same z siebie zmuszone są do szybkiego poruszania się, by się rozgrzać lub wyschnąć – ludzka pomoc nie jest tu stosowana. " Autor nie popiera trzymania pod derkami w dusznej stajni, ale opisany system chowu uważa za odpowiedni dla stepowych kirgizów a nie dla angielskich koni. Natomiast wg pułkownika odpowiedzialnego za konie, tak chowane później się rozwijają i powinny 'mało tylko być próbowane jako dwulatki'.

Interesujący typ koni można było odnaleźć w stadzie Chłapowskich w majątku Glesno, w miejscowości nazwanej przez dziadka właścicieli 'Bagdad' od imienia ulubionego arabskiego konia. W stadzie biegała młodzież po ogierze wchodniopruskim i shagya, w tym 'dwie pyszne wschodnie siwe klacze przypominające dawny typ Streleckiego rosyjskiego araba". Z kolei perłą stada w Gałowie była 26 - letnie klacz Egida, mająca już 19 źrebiąt i znów źrebna: pochodziła od niej większość klaczy stada! Kilka wybitnych źrebiąt urodziło się tu po arabskim Farys II z linii Krzyżyka (Mlech I – Sahara IV/El Kebir I).

Trzecia wycieczka trwała 6 tygodni i 2 dni. Dystans 1603 km. "Klacz powróciła w widocznie dobrym stanie, gdyż po dwudniowym zupełnie odpoczynku wykazywała ochotę do brykania przy objeździe gospodarstwa". Ogólnie km zrobionych w roku: 2918 ! Cel wycieczek – poznawać kraj w sposób urozmaicony! Zachęcał młodzież i emerytów (bo inni...nie mają czasu!) do zdrowego sportu - jazdy konnej. Postulował, że koń wierzchowy to dobra nagroda za dobre świadectwo...dla syna ;)

Tekst: Joanna Smulska

Na podstawie: "2918 kilometrów na koniu : wycieczka sportowo-krajoznawcza w dorzeczu Wisły, Sanu, Bugu, Wieprza, Skawy, Styru, Nidy, Prosny, Warty, Brdy, Noteci i Pilicy", Kraków 1933

 

Polecane

pixel